Hej!
Ale mnie dawno nie było! Co się takiego działo? A no nic specjalnego - mętlik w głowie :)
Miałam tyle pomysłów na posta, że nic z tego nie wyszło... Dlaczego? Najpierw była myśl... Później próba generalna, a na końcu efekt - nie taki jak sobie wyobrażałam. Tym pomysłem było zrobienie trzech kremów:
ZIELONY, ŻÓŁTY i CZERWONY. Miały być one na wzór korektorów do twarzy, na różne przebarwienia.
ZIELONY i
ŻÓŁTY na czerwone, a
CZERWONY na brązowe. Tego ostatniego nie zrobiłam, gdyż nie mam czerwonych alg. Próbowałam zrobić z hibiskusem, ale nie spodobał mi się efekt - zaczęła oddzielać się woda od kremu... Żółty powstał z połączenia kurkumy i kremu. Wszystko byłoby dobrze, gdyby tej kurkumy było mniej... Krótko mówiąc wyglądałam jak słońce... Tak okrągła żółta kula... :D
Zielony natomiast wyszedł super! Pomyślałam więc, że temu co zabarwiło mój krem na zielono, poświęcę troszkę uwagi. Mowa tu o
SPIRULINIE.
Dowiedziałam się o niej z
tego cudownego bloga :). Oczywiście od razu zaczęłam szukać w necie informacji na temat tych alg i powiem, że zaskoczyły mnie one wielce! ;) Co jest na ten temat napisane? Przede wszystkim zwróciłam uwagę na to, że składa się aż w 60% z białka. Poza białkiem zawiera żelazo, wapń, karoten, wit A, E, C, wszystkie witaminy z grupy B, potas, selen, chrom itd... Wzmacnia ona układ odpornościowy, wykazuje właściwości przeciwalergiczne, skutecznie hamuje rozwój nowotworów, oczyszcza z toksyn,
jest najbogatszym źródłem kwasu gamma-linolenowego – GLA (występującego również w mleku karmiących matek). A pro po karmienia, rozmawiałam wczoraj z panią zielarką, która powiedziała, że dobrze jest jeść spirulinę w czasie karmienia piersią.
Kupiłam ją głownie do celów kosmetycznych - do stosowania zewnętrznego, jednak skusiłam się i ją zjadłam :D Jeśli chodzi o smak, to nie zachęca mnie w żaden sposób... Na opakowaniu jest napisane, żeby zjeść 4g i popić wodą. Ja wsypałam ją do wody w szklance i taką wypiłam. Myślę, że kiedyś dodam ją do koktajlu bananowego, żeby osłodzić jej smak :)
Wracając do tematu, zabarwiłam nią
krem, swój ulubiony Nivea :D Najpierw robiłam z niej maseczkę z dodatkiem skrobi ziemniaczanej, później pomyślałam, że może będzie lepiej działać na twarzy jeśli nie zmyję. I tak powstał zielony krem :)
Za pierwszym razem wyszedł jaśniejszy kolor, ale za kolejnym stwierdziłam, że zaszaleję :) Jak działał na mojej twarzy? Porozjaśniał przebarwienia, zwęził pory, skóra szczególnie pod oczami zrobiła się jaśniejsza.
Do kompletu zrobiłam
mydełko ze spiruliną i olejkiem miętowym z przepisu z bloga, do którego podałam link wyżej. Oczywiście troszeczkę przerobiłam go - cała ja :D ale sprawdza się świetnie!Na początku myłam nim tylko twarz, ale teraz całe ciało, dlatego rozważam zrobienie kolejnego z masłem kakaowym, bo myślę, że bardziej nawilżyłoby skórę :)
Nie wiem czemu tak mam, ale kiedy używam jakiegoś składnika zamieniam się w myśliciela i dumam... Dumam nad tym na ile sposobów można go użyć :) I dumając tak pomyślałam, że dodam spirulinę do odżywki
do włosów. Sprawdziłam później w necie czy w ogóle coś takiego można zrobić i ba! Faktycznie tak dziewczyny robią i to od dłuższego czasu. Wzięłam więc odżywkę (mniej więcej 4 łyżki) i dodałam do niej spirulinę (ok łyżeczki), nałożyłam na zwilżone włosy, założyłam piękną reklamówkę z Biedronki i trzymałam tak przez 15 minut :) Później spłukałam wodą i to na tyle :) Przywykłam do mycia włosów na różne sposoby, więc sama odżywka bez użycia szamponu w zupełności mi wystarcza :)
W tym całym zabiegu chodzi o naproteinowanie włosów. Faktycznie włosy były fantastyczne kiedy wyschły! Na pewno to też zasługa odżywki, ale nie tylko :)
Ostatnią rzeczą, o której chcę napisać jest
peeling skóry :) Do peelingu używam różnych składników, do tego akurat dałam zmielony niebieski mak, spirulinę i olejek do kąpieli. Troszeczkę byłam w szoku kiedy zobaczyłam jak wyglądam... Ale nie tylko ja byłam cała zielona, zasłona w wannie i wanna i ściana również... Ale wbrew pozorom bardzo łatwo się spłukało :)
Myślę, że można by kombinować z różnymi peelingami do ciała. Oczywiście chyba najlepszy na świecie jest kawowy z wiórkami kokosowymi :) Albo z miłorzębu i wiórek kokosowych :) Jednak warto do nich dorzucić troszkę więcej witamin w postaci spiruliny i zostawić tak na chwilkę, żeby mogła się wykazać :)
Na dzisiaj to tyle :) Mam nadzieję, że z następnym postem nie będę zwlekać tak długo jak z tym... :)
Znałyście te algi? Polecacie jakieś inne? Myślałyście o zrobieniu kolorowych kremów? :)
Lucy